Już niebawem zimowe okno transferowe we Włoszech zostanie otwarte. Nie ma chyba bardziej spragnionego tej chwili zawodnika niż Arkadiusz Milik, który zadarł z prezesem SSC Napoli i teraz musi szukać drogi ucieczki z klubu, jeśli myśli o powołaniu na Euro. Nie będzie to jednak proste. Ekscentryczny Aurelio De Laurentis ma swoje oczekiwania i nie puści Polaka za bezcen, a potencjalni nowi pracodawcy nie palą się do wyłożenia na stół kwoty rzędu 18 mln euro.

Media powoli rozkręcają się z tworzeniem nowych spekulacji i plotek, otwierając kolejny sezon serialu pt. „transfer Milika”. Co chwila przewijają się jakieś, ocierające się o absurd informacje o ewentualnej przeprowadzce napastnika „Azzurrich” do Paryża, odgrzewanie tematu o zainteresowaniu Atletico Madryt, czy sięganie wzrokiem na Wyspy Brytyjskie. Jest jednak mało prawdopodobne, że Polak trafi poza Półwysep Apeniński.

Co więcej samo odejście z Neapolu w styczniu nie będzie wcale proste, a wręcz może okazać się niebywale trudne. Dla Milika gra toczy się o dużą stawkę. Przeszarżował wiosną i latem, kiedy odrzucił ofertę Napoli, później nie zdecydował się na przejście do AS Roma, ani do ACF Fiorentiny, które pod koniec letniego mercato jako jedyne złożyły konkretne oferty. Teraz napastnik biało-czerwnoych ma pół sezonu w plecy i jak nie wymyśli czegoś ze swoimi agentami w styczniu, to może okazać się, że zawali cały rok, a najsmutniejszą konsekwencją tej całej sytuacji jego absencja na przełożonym Euro 2020.

Żądania Napoli przedłużą koszmar Milika?

„Napoli na razie nie wydaje się być skłonne do szczególnych ustępstw wobec Milika, zarówno w sytuacji związanej z dawnymi sporami między zawodnikiem a klubem, jak i przez wzgląd na cenę wyjściową ustaloną na poziomie 15 – 18 milionów euro” – przekazał w piątek dziennik „Il Mattiono”. I to pierwsza przesłanka, która sprawia, że o styczniowe przenosiny do innego klubu będzie bardzo trudno. W dobie kryzysu, kiedy kluby zmagają się z poważnymi problemami finansowymi, nikt ochoczo nie sięgnie do kieszeni po 18 mln euro za zawodnika, który przez pół sezonu nie grał, a za kilka miesięcy wygasa mu kontrakt.

Tak więc konkretnych ofert na razie brak, co potwierdzają doniesienia Sky Sport Italia. Nie ulega wątpliwości, że Milik wzbudza spore zainteresowanie, ale zdecydowanie bardziej w kontekście letniego podpisania umowy, bez ponoszenia wysokich kosztów za kwotę odstępnego. Dlatego też przedstawiciele Milika prowadzą rozmowy z dyrektorem sportowym Napoli Cristiano Giuntolim, żeby obniżyć cenę ustaloną przez De Laurentisa.

Milik? Chcemy, ale za darmo

W ostatnim czasie Włosi pisali o zainteresowaniu czterech klubów: Juventusu FC, Interu Mediolan, AS Romy i ACF Fiorentiny. W żadnym z tych przypadków nie możemy mówić o wielkiej determinacji do ściągnięcia Polaka w styczniu. „Juve” wróciło do tematu Milika, bo okazało się, że przydałby się zmiennik dla Cristiano Ronaldo i Alvaro Moraty. Nie pojawiły się jednak żadne twarde przesłanki o chęci ściągnięcia Polaka już teraz. Roma z kolei jest klubem, który może zaoferować zawodnikowi oczekiwane 4 mln euro pensji, ale musiałaby się pozbyć Edina Dżeko. Inter szuka zmiennika dla Romelu Lukaku i w tym przypadku też nie można mówić o naglącej potrzebie pozyskania napastnika. Fiorentina? Tutaj sytuacja wydaje się być przesądzona. Co prawda włoskie media dużo pisały o zainteresowaniu „Violi”, ale w weekend wszystkiemu zaprzeczyły władze klubu, definitywnie ucinając wszelkie spekulacje.

Zanim więc ktoś pokusi się o rozpatrywanie sensacyjnych spekulacji i plotek o transferze Polaka, to warto na całą tę sytuację spojrzeć obiektywnie. Nam, kibicom reprezentacji Polski pozostaje mieć nadzieję, że ktoś będzie na tyle potrzebował napastnika naszej kadry, że sięgnie po tych kilkanaście milionów euro, a sam zawodnik przestanie wybrzydzać, tak jak robił to latem. Na to, że De Laurentis pójdzie na jakiś kompromis nie ma raczej co liczyć. On już pokazał „kto tu rządzi”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here