Patryk Dziczek wyszedł ze szpitala w Rzymie i wrócił do klubu, gdzie został gorąco przywitany przez kolegów z Salernitany. Rokowania zdrowotne nie są jednak zbyt optymistyczne.

Były młodzieżowy reprezentant Polski w miniony weekend po raz drugi w odstępie kilku miesięcy zasłabł na boisku. Po raz pierwszy stało się to we wrześniu na treningu. Pauzował wówczas kilka tygodni.

Teraz pomocnik w meczu z Ascoli wszedł na boisko w 72. minucie spotkania. Pod koniec nagle stracił przytomność i osunął się na murawę. Reanimację rozpoczęli zawodnicy i lekarze klubowi Ascoli. Chwilę później na boisku pojawiła się karetka z ratownikami i defibrylatorem. Polak po 10 minutach odzyskał przytomność. Trafił do miejscowego szpitala, skąd został przetransportowany do Rzymu.

Gorące przywitanie Dziczka

We wtorek polski piłkarz opuścił mury w szpitala w Rzymie i wrócił do Salerno. Spotkał się z całą drużyną, a koledzy zgotowali mu wspaniałe przywitanie.

O treningach na razie nie ma mowy. Dziczek pozostanie pod pilną obserwacją lekarzy, którzy postarają się postawić właściwą diagnozę i znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego po raz drugi w odstępie kilku miesięcy Polak nagle stracił przytomność.

Dziczek czeka na diagnozę

Co dokładnie dolega Dziczkowi, na razie nie wiadomo. Lekarze rozważają różne warianty, w tym te najgorsze. Podejrzewają u Polaka zespół neuro-kardiologiczny, inaczej omdlenia wazowagalnego.

Na razie ta diagnoza nie jest ostateczna, więc niczego nie można jeszcze przesądzać. Gdyby jednak najczarniejszy scenariusz się potwierdził, Dziczek będzie zmuszony zakończyć piłkarską karierę.

22-letni Patryk Dziczek na włoskiej ziemi gra drugi sezon. Został kupiony z Piasta Gliwice przez Lazio Rzym, ale od razu wypożyczony na dwa lata do Salernitany. W Serie B rozegrał dotychczas 35 spotkań, w których strzelił jednego gola i zanotował dwie asysty. Był podstawowym zawodnikiem młodzieżowej reprezentacji Polski za kadencji Czesława Michniewicza, który wielokrotnie komplementował defensywnego pomocnika i wróżył mu wielką karierę. Na razie, nie z winy piłkarza, znalazła się ona na mocnym zakręcie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here