Kamil Wilczek po przejściu do FC Kopenhagi stał się bohaterem transferowego skandalu. Tej decyzji zapomną mu kibice zwaśnionego Broendby IF, którego barwy reprezentował przez cztery lata, stając się najlepszym strzelcem w historii klubu. Teraz nikt nie widzi już w nim bohatera, tylko zdrajcę. Po groźbach jakie zaczął otrzymywać, nowy pracodawca przydzielił mu osobistego ochroniarza, a miejscowa policja udzieliła konsultacji ws. bezpieczeństwa.

Kiedy Wilczek po czterech latach znakomitej gry dla Broendby przechodził do Turcji, kibice duńskiego klubu żegnali go ze łzami w oczach. Polski napastnik stał się legendą i wydawało się, że na stałe rozgościł się w sercach fanów. Prawdziwym ciosem okazał się jednak transfer do zwaśnionej Kopenhagi. Rozwścieczeni kibice Broendby nie stronili od ostrej krytyki, niektórzy palili nawet koszulki z jego nazwiskiem, rzucali obelgi i groźby w jego stronę. W duńskiej Wikipedii określono go nawet mianem „Polskiego Judasza”.

W obliczu zagrożenia nowy klub Polaka postanowił zapewnić mu bezpieczeństwo. Teraz na treningi będzie udawał się w asyście osobistego ochroniarza, który będzie pilnował go także w trakcie jak i po zajęciach. Wilczek odbył też spotkanie z miejscową policją, która doradziła mu w jakiej części miasta powinien zamieszkać.

– Policja potraktowała całą sytuację bardzo poważnie. Jestem za to bardzo wdzięczny, bo sytuacja jest wyjątkowa. Mam pewne środki ostrożności na wypadek, gdyby coś się stało. Mam jednak nadzieję, że nic się nie wydarzy, bo to może tylko zaszkodzić obydwu stronom – podkreślił w rozmowie dla portalu bt.dk.

W całej tej sytuacji piłkarz nie popadł w panikę i żyje normalnie, nie ograniczając się i nie chowając ze strachu głowy w piasek.

– Musiałem się do tego wszystkiego przyzwyczaić, bo to zupełnie nowa sytuacja. Chodzę po mieście bez strażnika, ale nie przeszkadza mi to. Czuję się dobrze. Nie było żadnych problemów i nie martwię się tym. Oczywiście, ze względu na swoje bezpieczeństwo, mieszkam w innej części miasta. Nigdy nie wiesz, co się stanie, więc mieszkam w nowym miejscu. Jest całkowicie w porządku. Moje dzieci i moja żona mają się dobrze – dodał Wilczek.

Według duńskich mediów Wilczek za każdy rok gry zainkasuje 4 miliony koron duńskich (ok. 2,3 mln złotych). Za taką kasę można się uodpornić na krytykę ze strony fanów byłej drużyny. Goeztepe otrzymało za Polaka ok. 1 mln euro.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here