Lech Poznań miał rywala na tacy, wszystkie atuty w swoich rękach i… przegrał ze Standardem Liege 1:2. Szansę na awans do fazy pucharowej Ligi Europy są już tylko iluzoryczne.

Kolejorz grał w pierwszej połowie bardzo słabo, całkowicie oddał pole belgijskiemu zespołowi i wyglądał, jakby czekał na egzekucję. Standard atakował, przeważał i stworzył kilka okazji do strzelenia gola. Albo jednak dobrze bronił Filip Bednarek, albo rywal Lecha niemiłosiernie pudłował. Lech nie oddał nawet celnego strzału.

Generalnie wyglądało to źle, ale wtedy Standard wyciągnął do Lecha pomocną dłoń. W końcówce pierwszej połowy drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Obbi Oulare.

Druga odsłona spotkania to już całkiem inny Lech, choć tylko do czasu. Zanim jednak nastąpiła katastrofa, wicemistrz Polski przejął całkowicie inicjatywę.

Stworzył kilka sytuacji, aż wreszcie w 61. minucie wyszedł na prowadzenie. W pressingu świetnie popracował Mikael Ishak, piłkę przejął Tymoteusz Puchacz, zrobił „ruletę” w polu karnym, wycofał piętką do Szweda, a ten huknął po krótkim słupku. Piękna akcja i świetne zachowanie Ishaka, który, oprócz strzału, przytomnie w pewnym momencie nie przejął piłki, będąc na spalonym.

Do końca spotkania pozostawało pół godziny. Lech miał w tym momencie wszystkie asy w rękawie, rywala na widelcu. Prowadził, grał w przewadze, przeciwnik nie istniał, leżał na łopatkach.

I Kolejorz wszystko spieprzył.

Już dwie minuty później był remis. Tiba, który do tego momentu był jednym z lepszych zawodników na boisku, zachował się jak junior. W banalnej sytuacji stracił piłkę w środku boiska i to w momencie, gdy boczni obrońcy Lecha ruszyli już do ataku, byli twarzą do bramki i nie mieli możliwości, by wrócić za kontrą Standardu. Tę Belgowie rozegrali wzorowo.

Lech jeszcze przeważał, ale wtedy nadeszła 72. minuta. Djordje Crnomarković, który miał już na koncie żółtą kartkę, popełnił taktyczny faul w kompletnie niegroźnej sytuacji. Decyzja mogła być tylko jedna – druga żółta i do boksu.

To jest niepojęte. Co ten zawodnik miał w głowie?! Na co liczył?! Mieć rywala na łopatkach i schrzanić to w tak spektakularny sposób… no, tak potrafią tylko największe ananasy.

Od tego momentu mecz wyglądał już tak, jak w pierwszej połowie. Z tą różnicą, że Standard był skuteczniejszy i w doliczonym czasie strzelił zwycięskiego gola.

Po tym, jak mecz się w drugiej połowie „ułożył” dla Lecha, Kolejorz miał obowiązek to wygrać. Tak, obowiązek. Miałby sześć punktów i wszelkie prawo myśleć o awansie i kontynuowaniu pucharowej przygody na wiosnę.

A tak, szansę na awans do 1/8 finału pozostają tylko matematyczne. W drugim meczu Rangers ponownie zremisowali z Benfiką (2:2), co oznacza, że oba zespoły mają po 8 pkt. Lech musiałby teraz wygrać ze Szkotami i Portugalczykami oraz liczyć, że któryś z tych zespołów przegra (lepiej) albo nie wygra (w tym przypadku w liczyłyby się bezpośrednie spotkania) ze Standardem.

Standard Liege – Lech Poznań 2:1 (0:0)
0:1 – Ishak 61′
1:1 – Tapsoba 63′
2:1 – Laifis 90+3′

Lech: Bednarek – Butko, Rogne, Crnomarković, Puchacz – Skóraś (64. Czerwiński), Tiba (78. Marchwiński), Moder (78. Satka), Ramirez, Sykora (64. Kraweć) – Ishak (83. Kaczarawa).

Żółte kartki: Oulare, Balikwisha, Raskin, Boljević – Crnomarković, Butko, Kraweć.
Czerwone kartki: Oulare (45.) – Crnomarković (74.)

Tabela grupy D Ligi Europy

1. Rangers48:58 pkt
2. Benfica412:78
3. Lech46:83
4. Standard43:93

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here