Lech Poznań nie przestraszył się wyżej notowanego i mającego duże aspiracje rywala. Choć Kolejorz przegrał z Benfiką Lizbona 2:4 w 1. kolejce fazy grupowej Ligi Europy, to momentami miażdżył przeciwnika i tworzył sytuacje ku temu, by wynik przechylić na swoją korzyść.

Spotkanie rozpoczęło się dla wicemistrza Polski źle. Już w 9. minucie goście otrzymali rzut karny. Tomasz Dejewski przy wślizgu nie schował rąk i sędzia nie miał innej możliwości, niż wskazanie na „wapno”. Jedenastkę pewnie wykorzystał Pizzi. Co ciekawe, był to pierwszy gol w Lidze Europy sezonu 2020/21.

Chwilę później mogło być już 0:2. Lech tradycyjnie rozgrywał piłkę od własnego pola karnego, z wykorzystaniem bramkarza i Filip Bednarek właśnie popełnił błąd, który momentalnie naprawił. Piłkę wybijał już na wślizgu, mając obok siebie dwóch rywali. Jeszcze ułamek sekundy i byłaby tragedia.

Lech przechodzi do ataku

Tak więc pierwsze minuty nie zwiastowały niczego dobrego, ale potem? Potem działy się rzeczy, które się „fizjonom nie śniły”. Lech grał bardzo dobrze, jak równy z równym, po prostu nie pękł przed Benfiką i zaczął dochodzić do głosu.

Po kwadransie było 1:1. Po świetnym podaniu na skrzydło Jakuba Modera, piłkę przejął Alan Czerwiński, posłał „ciasteczko” do Mikaela Ishaka i Szwed po prostu musiał strzelić. Chwilę później z woleja strzelił Moder, ale niestety tylko w poprzeczkę. Świetnie grał także Jakub Kamiński, który objeżdżał lewą stroną rywali. Lech miał jeszcze kilka sytuacji, ale brakowało trochę zdecydowania w polu karnym, wcześniejszego strzału, bo koniec końców każdy był blokowany.

I tylko szkoda, że dobra połowa Lecha zakończyła się najgorzej, jak mogła. Po jednym z dośrodkowań nienaturalnie wręcz wysoko do piłki wyskoczył Darwin Nunez i nie było czego zbierać.

Druga połowa? Fajerwerki i zabawa

Druga połowa rozpoczęła się od prawdziwych grzmotów. Michał Skóraś wychodził sam na sam i został powalony przez Jana Vertonghena. Faul i czerwona kartka? Tego domagali się gracze Lecha, tak widzą to po powtórkach zawodowi sędziowie, ale gwizdek arbitra milczał.

Kilkadziesiąt sekund później piłkę z linii bramkowej Lecha wybijał Djordje Crnomarković. Minęło kolejne kilkadziesiąt sekund i mieliśmy 2:2. Kolejorz wyrównał po fanstatycznej akcji! Przerzut Daniego Ramireza, klepka Kamińskiego z Tibą i skuteczna dobitka Ishaka – takie sytuacje ogląda się z wielką przyjemnością.

Lech nie cieszył się jednak długo z remisu. Drugiego gola dla Benfiki strzelił Nunez, który w dość prosty sposób ograł Crnomarkovicia i w stanął oko w oko z Bednarkiem. Strzał był formalnością.

Nawałnica Lecha

Kolejorz próbował, atakował, był taki okres, że Benfica nie wychodziła z własnego pola karnego. Moder rządził w środku, Filip Marchwiński zakładał siatki, pełna dominacja. Nawałnica nie przyniosła jednak bramki, choć okazji było co nie miara. Najlepszą zmarnował rezerwowy Nika Kaczarawa – w sytuacji sam na sam strzelił obok bramki. Gruzin mógł jeszcze trafić dwukrotnie, choć te sytuacje nie były już tak klarowne.

Benfica w jednej z ostatnich akcji, po kontrze, ustaliła wynik spotkania. Hat-tricka skompletował 21-letni Urugwajczyk Nunez.

Porażka, ale Lecha należy wyłącznie chwalić. Umówmy się, Benfica to nie są leszcze, Stefan, tylko regularny uczestnik Ligi Mistrzów, któremu akurat w tym sezonie powinęła się noga. Tymczasem mimo renomowanego rywala Lech narzucał swój styl, grał bez kompleksów, parł do przodu. Po prostu wyszedł grać w piłkę, a nie murować bramkę i liczyć na cud.

Idealnie oczywiście nie było, a Benfica bezwzględnie wykorzystała słabości Lecha. Jeśli jednak przegrywać mecze w Europie, to właśnie tak. Kolejny mecz już za tydzień – w Glasgow z Rangersami. W równolegle rozgrywanym spotkaniu Szkoci pokonali belgijski Standard Liege 2:0.

Lech Poznań – Benfica Lizbona 2:4 (1:2)
0:1 – Pizzi 9′ (k)
1:1 – Ishak 15′
1:2 – Nunez 42′
2:2 – Ishak 48′
2:3 – Nunez 60′
2:4 – Nunez 90+3′

Lech: Bednarek – Czerwiński, Dejewski, Crnomarković, Puchacz (74. Kraweć) – Skóraś (90. Awwad), Tiba, Moder, Ramírez (67. Muhar), Kamiński (67. Marchwiński) – Ishak (74. Kaczarawa).

Benfica: Vlachodimos – Gilberto, Otamendi, Vertonghen, Grimaldo (67. Tavares) – Pizzi (46. Silva), Taarabt (61. Weigl), Gabriel, 7. Everton (87. Jardel) – Waldschmidt (62. Pedrinho), Nunez.

Żółte kartki: Crnomarković, Muhar.

Mecz bez udziału publiczności.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here