Rollercoaster związany z transferem Arkadiusza Milika od kilku miesięcy pędzi, fundując zawodnikowi sinusoidy emocjonalne. Najpierw Polak odrzucił ofertę przedłużenia kontraktu z SSC Napoli, później był na dobrej drodze, a kolejka zmierzała w kierunku Piemontu. Po tym jak stery w Juventusie FC przejął Andera Pirlo nastąpił ostry zjazd. Następnie było odrzucenie oferty przejścia do RB Lipsk i niewypał z przeprowadzką do AS Romy. Transferowa jazda trwa, a finisz zaraz za kolejnym zakrętem. Trudno już połapać się w plotkach zawiązanych z zainteresowaniem osobą reprezentanta Polski.

Wszystko zaczęło się już wiosną, kiedy Milik nie dogadał się z prezydentem Napoli Aurelio De Laurentisem. Wszystko rozbiło się o pieniądze. Wtedy Arek wsiadł do wagonika i ruszył w burzliwą przejażdżkę trasą bezwzględnego rynku transferowego. Na początku było dość spokojnie. Polak był bardzo apetycznym kąskiem dla „Starej Damy”, prowadzonej przez Maurizio Sarrego. Włoskie dzienniki pisały, że zawodnik jest dogadany z mistrzem kraju, a do pełni szczęścia brakuje porozumienia na linii Neapol-Turyn. Zjazd nastąpił po tym jak na ławce trenerskiej „Juve” rozsiadł się Pirlo. Legendarny pomocnik skreślił nazwisko Polaka z klubowej listy życzeń. Ta informacja wbiła go w fotelik, zrobiło się niebezpiecznie, a kolejka ekstremalnie przyspieszyła, kiedy kierownictwo Napoli zapowiedziało, że jeśli Milik nie odejdzie to kolejny sezon spędzi na trybunach (jego kontrakt wygasa w czerwcu 2021 roku). Wizja straty sezonu dla każdego profesjonalnego piłkarza jest prawdziwym koszmarem, a ten jest o tyle bardziej przerażający, że latem przyszłego roku Polska reprezentacja zagra na przełożonym Euro 2020.

Milik trafi do Premier League?

Jeszcze niedawno wyglądało na to, że „Arkadiuszo” pozostanie w Serie A. Włoskie i polskie media czekały tylko na przyklepanie transferu do Romy. O dziwo przedsięwzięcie z przenosinami do Rzymu nie wypaliło. Sytuacja zrobiła się bardzo napięta. Nie ma dnia, żeby Milik nie był łączony z kolejnymi klubami. Ostatnio wśród dziennikarzy modny stał się kierunek angielski. Podobno, bo już nic w temacie tego transferu „na pewno” napisać nie można, zainteresowanie zgłaszały trzy klubu z Premier League. Pierwszy to Everton FC prowadzony przez Carlo Ancelottiego. Tutaj można przypuszczać, że doniesienia mogą mieć sporo wspólnego z prawdą. Włoski szkoleniowiec zna Milika, obaj pracowali ze sobą podczas przygody Carletto w Neapolu. Kolejny to Tottenham Hotspur, ale londyńczycy już od dłuższego czasu mieli interesować się Polakiem, mimo to żadnych konkretnych kroków nie podjęli. Co więcej Jose Mourinho ma kogo wystawić w napadzie. Trudno przypuszczać, że Polak wygra rywalizację z żywą legendą klubu jaką jest Harry Kane. Trzeci klub to Manchester United. Ale i w tym przypadku wydaje się, że zespół poradzi sobie bez polskiego napastnika.

PSG zainteresowane Milikiem?

Wyspiarskie rewelacje to i tak nic. Prawdziwie surrealistyczne wizje snuje „Corriere dello Sport”. Włosi napisali we wtorek, że usługami Polaka może być zainteresowane PSG! Autor teksu sam powątpiewa w to co miałby tam robić Milik, który raczej nie wygryzie ze składu Neymara, Kyliana Mbappe czy Mauro Icardego. Kolejny mętna wizja to przeprowadzka do Madrytu. Mowa oczywiście o Atletico, które niedawno ściągnęło Luisa Suareza. Dziennikarze spekulują jednak, że przyszłość Diego Costy w klubie nie jest pewna i w przypadku jego odejścia Hiszpanie mogą pokusić się o ściągnięcie napastnika Napoli.

„Niech się modli”

Mimo, że okno transferowe za kilka dni zatrzaśnie się z hukiem, to Milik cały czas nie przestaje przez nie wyglądać w nadziei, że wypatrzy sobie jakiś azyl, który pozwoli mu uratować ten sezon. Niestety żadnych konkretów nie widać, a kolejne spekulacje związane z tym tematem stają się już żenujące. Wiele wskazuje na to, że 26-latek wysiądzie z tej transferowej kolejki mocno skołowany i jedyne co będzie mógł zrobić to siąść na jednym z krzesełek Stadio San Paolo i poczekać, aż przestanie kręcić mu się w głowie. W tym czasie będzie mógł poobserwować poczynania Driesa Mertensa, Andrei Petagny i Victora Osimhena. „Corriere dello Sport” poradził Milikowi na kilka dni przed finiszem mercato, żeby ten zaczął się modlić, bo zdaje się, że uratować sezon może mu już tylko cud.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here