Co i rusz w polskiej piłce powtarza się podobny scenariusz. Piłkarz z Ekstraklasy wyjeżdża do zachodniego klubu, a tam zdziwienie – ciężkie treningi. Swoje zderzenie z włoskim drugoligowym futbolem na łamach „Przeglądu Sportowego” opisuje Piotr Parzyszek.

27-letni Parzyszek latem przeszedł z Piasta Gliwice do Frosinone za pół miliona euro. Nie jest to pierwsze doświadczenie napastnika z zachodnim futbolem. Ba, to z polską piłką miał znacznie mniej do czynienia. Wychowywał się w Holandii, tam stawiał pierwsze piłkarskie kroki, a potem grał jeszcze w Anglii, Danii i Belgii.

Po dwóch latach w Piaście znów próbuje swych sił na Zachodzie. Pierwsze kilkanaście dni we Frosinone polski napastnik opisuje jednym stwierdzeniem – inny świat.

Włosi ogromną wagę przywiązują do przygotowania fizycznego – mówi i wskazuje, że jest mniej więcej tyle samo zajęć z piłką, jak i bez.

Ale ciężkie treningi są nie tylko na boisku. – Dużo czasu spędzamy też w siłowni. Nie, nie godzina w siłowni, po niej jeszcze sprinty ze zmianą kierunku, sześć minut po 30 sekund. Na koniec tego maratonu o mały włos nie zemdlałem. Gdyby takie zajęcia miał zrobić jakikolwiek piłkarz Piasta, to czułby się dokładnie tak, jak ja. Jestem o tym przekonany – opowiada.

Kiedy porównam to, jak trenowaliśmy w Piaście i zajęcia tutaj, to naprawdę jest inny świat. W Gliwicach zajęcia biegowe są rzadkością, nie ma takiej intensywności – podsumowuje różnice Parzyszek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here