To co Robert Lewandowski wyczyniał w pierwszej połowie meczu przeciwko VfB Stuttgart nie mieści się w głowie. Wystarczyło mu zaledwie 21 minut, żeby trzykrotnie wpisać się na listę strzelców. W drugiej połowie mógł dołożyć jeszcze jednego gola, ale przytrafił mu się – niewiarygodny jak na niego – kiks.

Lewandowski strzelanie zaczął w 18. minucie, a zakończył w 39. na hat-tricku. To co zrobił on i jego koledzy było niewiarygodne. Mimo, że od 12. minuty grali w osłabieniu, po tym jak czerwoną kartkę zobaczył Alphonso Davies, to do szatni schodzili z czterobramkowym prowadzeniem.

Po przerwie nie zobaczyliśmy już goli, a najdogodniejszą sytuację na podwyższenie prowadzenia miał „Lewy”. W 63. min. po dośrodkowaniu Benjamina Pavarda znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale nieczysto trafił w piłkę i ta zamiast wylądować w siatce, poleciała wysoko nad poprzeczką. Ten kiks niemieckie media nazwały „prawdziwą sensacją”.

Komentarze nie jest na wyrost, bo Polak jest w wyśmienitej formie i bramki zdobywa na zawołanie. W tym sezonie Bundesligi ma ich już 35 i pewnie zmierza do pobicia rekordu Gerda Muellera. Żeby osiągnąć cel w ośmiu kolejkach musi przynajmniej sześć razy wpisać się na listę strzelców.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here