Union Berlin pokonał Paderborn 1:0 i na dwie kolejki przed końcem zapewnił sobie utrzymanie w Bundeslidze. Wielki udział w sukcesie ma Rafał Gikiewicz, który przez całe rozgrywki był niekwestionowanym numerem jeden między słupkami, a licznymi fantastycznymi interwencjami uratował Unionowi kilka punktów.

32-letni dziś Gikiewicz do Unionu trafił latem 2018 roku. Już w pierwszym sezonie wywalczył z drużyną awans do Bundesligi, a w jednym meczu strzelił nawet w samej końcówce bramkę na wagę remisu z Heidenheim.

Awans historyczny, bo Union po raz pierwszy awansował do Bundesligi (rozgrywanej od sezonu 63/64). Wielu ekspertów skazywało „Żelaznych” na pożarcie, ale nic takiego nie nastąpiło.

Gikiewicz najlepszy w Unionie

Choć początek rozgrywek w wykonaniu Unionu nie należał do najlepszych, to z biegiem sezonu drużyna Polaka okrzepła i zaczęła regularnie punktować. Błyszczał Gikiewicz, często zbierał wysokie noty, a także pochlebne komentarze w mediach społecznościowych.

Według prestiżowego niemieckiego magazynu „Kicker”, Gikiewicz to najlepszy zawodnik Unionu w bieżącym sezonie. Legitymuje się średnią not 2,95 (1 – klasa światowa, 6 – występ poniżej krytyki).

Gikiewicz ma także posłuch wśród kibiców. Symbolem stała się interwencja, gdy powstrzymał wbiegających na murawę kibiców w meczu derbowym z Herthą.

Drugą część sezonu Union miał nieco słabszą. Przegrywał coraz częściej i niebezpiecznie osuwał się w tabeli. Koniec końców wszystko skończyło się jednak happy endem.

Gikiewicz zagrał we wszystkich meczach bieżącego sezonu i siedem razy zachował czyste konto. W niedawnym rankingu przygotowanym przez „Daily Mail” – angielskiej gazecie, która przeanalizowała czołowe europejskie ligi – polski bramkarz zajął 4. miejsce wśród największej liczby skutecznych obron (110). Prowadzi bramkarz hiszpańskiego Levante, Aitor Fernandez.

Gikiewicz odchodzi

Piękna przygoda Gikiewicza z Unionem powoli dobiega jednak końca. Polak na początku maja poinformował, że nie przedłuży wygasającego z końcem sezonu kontraktu.

Według doniesień niemieckich mediów, poszło o długość umowy i pieniądze. Gikiewicz się cenił i chciał sporej podwyżki. Zwłaszcza, że zarabia mniej, niż kilku zawodników, którzy regularnie przesiadują na ławce rezerwowych. Oczekiwał również 2-letniego kontraktu.

Negocjacje zakończyły się niepowodzeniem. Dla Gikiewicza, ze względu na rodzinę, priorytetem jest pozostanie w Niemczech. W grę wchodzi także opcja turecka. Nieoficjalnie mówi się o zainteresowaniu ze strony Besiktasu Stambuł.

Gikiewicz wciąż cieszy się dużym poważaniem wśród kibiców. Niedawno w mediach społecznościowych jeden z fanów podziękował mu za to, że choć po sezonie zmieni klub, do końca walczy o wynik dla Unionu. „Jestem dumny, że mogę grać dla Unionu” – odpowiedział polski bramkarz.

Życie napisało dla Gikiewicza niewątpliwie piękny scenariusz. W Unionie nikt złego słowa na Polaka nie powie. Dwuletnia przygoda dobiega jednak końca, ale na horyzoncie lada moment pojawią się kolejne wyzwania. Teraz czas na symbolicznego szampana.

View this post on Instagram

Danke für alles

A post shared by Rafal Gikiewicz (@rgikiewicz) on

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here