Zbigniew Boniek na antenie jednej z włoskich stacji radiowych trochę się wygadał. Prezes PZPN zdradził, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo zamknięcia polskich stadionów. Poruszona została nawet kwestia ewentualnego przerwania rozgrywek Ekstraklasy.

Polska piłka po lockdownie wróciła do gry na przełomie maja i czerwca. Na początku trybuny pozostały jednak puste, ale po kilku tygodniach władze w porozumieniu z organizatorami rozgrywek postanowiły wpuścić kibiców na stadiony. W najlepszej sytuacji areny sportowe mogły być wypełniane nawet do połowy. Teraz sytuacja zaczyna się pogarszać. Cała Polska od soboty znalazła się w żółtej strefie, a w tej dopuszczono do zapełnienia 25 proc. krzesełek.

Nawet UEFA w końcu wpuściła kibiców. Na początku października Komitet Wykonawczy podjął decyzję o otwarciu trybun. Przełomowe było spotkanie Superpucharu Europy rozegrane między FC Bayernem Monachium a Sevillą FC. Był to pierwszy mecz międzynarodowy z kibicami od momentu wybuchu tzw. pandemii. Na Puskas Arenę w Budapeszcie, której pojemność maksymalna wynosi 67 tys., wpuszczonych zostało ok. 15,5 tys. osób. Oficjele byli zadowoleni z efektów spotkania kontrolnego.

Postanowili więc, że mecze reprezentanci, a także rozgrywek klubowych na poziomie kontynentalnym, będą mogły być organizowane z udziałem kibiców przy maksymalnie 30-procentowym zapełnieniu trybun, pod warunkiem, że lokalne prawo nie stanowi inaczej.

Teraz okazuje się, że po pozytywnych sygnałach polskiej piłce znów zagraża lockdown. W rozmowie dla radia „Radio Anch’io Sport” wygadał się sam prezes PZPN. – Sytuacja związana z zakażeniami drugiej fali nie jest łatwa. Jeżeli się utrzyma, będziemy zmuszeni zamknąć stadiony. W Polsce mamy protokół umożliwiający zakończenie ligi po rozegraniu połowy spotkań – zaznaczył Boniek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here