Polska pokonała w wyjazdowym spotkaniu drugiej kolejki Ligi Narodów Bośnię i Hercegowinę 2:1. Pierwsi na prowadzenie po wykorzystaniu rzutu karnego wyszli gospodarze, a gra biało-czerwonych nie wyglądała imponująco, momentami wręcz żenująco. Światełko w tunelu zapalili panowie Kamile – Glik, Grosicki i Jóźwiak. To dzięki nim udało się ostatecznie wyszarpać na Bałkanach 3 pkt.

Po pierwszym występie w tej edycji Ligi Narodów przeciwko Holandii na trenera Jerzego Brzęczka zsunęła się ciężka lawina krytyki. Ten dołożył jeszcze swoimi pomeczowymi wypowiedziami o tym jak to jest zadowolony z gry zespołu po bezbarwnej grze i porażce 0:1. Mogło się więc wydawać, że do Zenicy kadra pojedzie naładowana, żądna krwi i udowodnienia swojej wartości. No, ale jeśli komuś tak właśnie się wydawało to po kwadransie spędzonym przed telewizorem mógł już spokojnie zejść z tonu i wybrać się w ekscytującą – w porównaniu do „widowiska” na ekranie – podróż do kuchni i wstawić wodę na kawę, żeby nie przysnąć.

Toporna gra bez pomysłu wywoływała u kibiców frustrację, a to co stało się w 22. min. pogłębiło tylko poczucie beznadziei. Wtedy właśnie Jan Bednarek przytrzymał skaczącego do piłki przeciwnika, a sędzie bez wahania użył gwizdka i podyktował rzut karny. Haris Hajradinović precyzyjnym strzałem pokonał Łukasza Fabiańskiego, no i zrobiło się naprawdę gorąco. Biało-czerwoni przegrywali z Bośnią i Hercegowiną.

Stracona bramka nieco otrzeźwiła naszych piłkarzy. Jednak pod nieobecność Roberta Lewandowskiego najjaśniejszą postacią w polskiej ofensywie nie był Arkadiusz Milik czy Piotr Zieliński, a Kamil Jóźwiak. Lechita mimo tego, że jest nową postacią w kadrze grał pewnie, z dużą lekkością, wyobraźnią, był solidny i to właśnie on napędzał akcję w ataku. Jego występy stanowią kontrast dla całej beznadziei jaką zobaczyliśmy w meczach z Holandią i Bośnią. Skrzydłowy z Poznania był jeśli nie najlepszym, to na pewno jednym z najlepszych zawodników spotkania w Zenicy. Do bycia niepodważanym nr. 1 tej potyczki zabrakło mu udziału, przy którejś z bramek.

Tutaj swoje zrobili jego imiennicy – Glik i Grosicki. To kolejne dwie pozytywne postacie bałkańskiej wyprawy. Ten pierwszy kierował naszą defensywą, był solidny jak zawsze, a w pierwszej połowie popisał się dwoma strzałami głową po rzutach rożnych, z których drugi zakończył się bramką. Nowy zawodnik Benevento Calcio wrześniowymi występami w kadrze upewnił włodarzy swojego nowego klubu, że postąpili właściwie ściągają go do siebie. Glik cały czas daje duże poczucie bezpieczeństwa w obronie, a do tego jest bardzo groźny przy stałych fragmentach.

Trzecim „plusem dodatnim” tego spotkania był Kamil Grosicki – zdobywca drugiej bramki, która zaważyła o zwycięstwie. W 67. min. wykorzystał dośrodkowanie Macieja Rybusa i strzelałem głową pokonał Asmira Begovicia. „Grosik” wchodził w to spotkanie powoli, początek miał kiepski, ale z czasem było już tylko lepiej i lepiej. Ostatecznie zakończył tę rywalizację z golem i asystą. Kibiców do oklasków zmusił po doskonałym przyjęciu piłki piętką w drugiej połowie.

Na wyróżnienie zasługuje też Jacek Góralski, który grał z dużym poświęceniem i był bardzo aktywny. Reszta zespołu zagrała bardzo przeciętnie.

Polska po dwóch kolejkach Ligi Narodów z trzema punktami na koncie zajmuje trzecie miejsce. Prowadzą Włosi, którzy zremisowali w pierwszej kolejce z Bośnia i Hercegowiną 1:1, a w drugiej pokonali Holandię 1:0. Drudzy są właśnie Oranje, a ostatni zawodnicy z Bałkanów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here